24h później. / 24h later.

IMG_6615

Styczeń któregoś tam roku. Lotnisko w Poznaniu. Mgła, śnieg, zawierucha. Typowa polska zimowa pogoda. Lot do Bristolu o 10:15. O 10:10 zostaje podana informacja, że z powodu złych warunków atmosferycznych, samolot wyleci z Wrocławia. Jakieś 3 godziny drogi od Poznania.

Złorzeczenia, przekleństwa i zdenerwowane twarze, a wśród nich uśmiechnięty Ślimak. „Przynajmniej podstawia autobus”- pomyślał. I podskakując, z zielona skorupka i spokojem w sercu ruszył w dłuższą niż normalnie podróż do Anglii.

Ślimak podróżuje tanio. Nie tylko dlatego bo brak funduszy ale również dlatego, że podróżuje, żeby poznawać kraj, ludzi i ich kulturę a nie tylko wnętrza pięcio gwiazdkowych hoteli i zapach miejskiej taksówki. Dlatego też najczęstszym wybieranym środkiem transportu, poza jego własnymi stópkami jest wspomniany już wcześniej transport publiczny. Na ten temat Ślimak mógłby napisać książkę. Od luksusowych autobusów w Izraelu, przez pozostawiające wiele do życzenia busiki w Gruzji, które zatrzymują się nawet na środku autostrady aby „wyrzucić” pasażerów, aż po transport w Ameryce środkowej, który przechodzi już na zupełnie inny poziom.

Do dzisiaj Ślimak pamięta jak po raz pierwszy skorzystał z usług publicznego autobusu na Kostaryce(która to była pierwszym Państwem w Ameryce środkowej odwiedzonym przez Ślimaka). Kable wiszące z sufitu, sprężyny sterczące z zakurzonych foteli, otwarte drzwi podczas jazdy i sznurek po obu stronach autobusy służący jako sygnał stop przystanku na żądanie. Przystanku na żądanie w środku dżungli. Autobus przejeżdżał przez rzekę a woda wlewała się do środka. Dworcem autobusowym okazała się zbita z blachy wiata. Na Kostaryce Ślimak łapał stopa, gdzie podróżował z maczetami, siekierami i masą innych niebezpiecznych narzędzi, między, którymi chowały się pająki wielkości dłoni, karaluchy i starch pomyśleć co jeszcze. Dopiero pózniej przekonał się, że tak naprawdę uraczył luksusów podróżowania w tej części świata.

Jedno z najcudowniejszych miejsc, w który kiedykolwiek Ślimak był to Caye Caulker. Niewielka wyspa koralowa należąca do Belize. Istny raj. Po paru dniach pobytu, spędzonych na nurkowaniu, słodkim leniuchowaniu i zażywaniu lokalnej kultury, Ślimak postanowił spotkać się z poznanymi wcześniej znajomymi w Play Del Carmen w Meksyku.

Google maps pokazuje ok 9h drogi. Była to jedna z tych tras godna opowiedzenia.

Komplikacje zaczęły się już dzień przed.  Od wielu osób, Ślimak słyszał, że z Belize City jest bezpośredni autobus do Playa, jednakże nikt nie był w stanie podać mu dokładnej godziny. Na stronie internetowej takowy autobus nie istniał, a warto dodać, że były to autobusy jednego z wiodących przewoźników w Meksyku. Nie zniechęciło to Ślimaka, który następnego ranka wsiadł na łódkę i pożegnał się z rajem na ziemi.

Po przybiciu na brzeg złapał taksówkę, która zawiozła Go na dworzec, gdzie okazało się, że bezpośredni autobus, który według strony internetowej nie istnieje, odjechał godzinę temu. Tym oto sposobem Ślimak znalazł się w tzw. Chicken bus. Lokalny autobus, który miał go zawieść do Chetumal, miasta w Meksyku przy granicy z Belize. Przystanki były na żądanie, a żądań było bez liku. Dodatkowo każdy taki przystanek był wykorzystywany w celach zarobkowych. Wsiadali Panie i Panowie z różnorakim asortymentem na sprzedaż. Od gum do żucia, poprzez owoce i chipsy aż po zapalniczki. Po ok. 4 godzinach w autobusie został tylko Ślimak i lokalna para. Po takim czasie jego nóżki ścierpły i postanowił wyciągnąć je na siedzeniu obok. W sama pore! Chwile po tym w miejscu gdzie jeszcze pare minut wcześniej znajdowały się jego nogi, z ogromną siłą wyleciały w powietrze kawałki autobusu. Spowodowała to pęknięta opona. Ślimak zmienił miejsce, szczęśliwy, że ciągle posiada wszystkie kończyny, a kierowca ruszył w dalszą drogę. Bez zmiany opony. Bo i po co?! W ślimaczym tępie i przy akompaniamencie dziwnych dzięków wydawanych przez autobus, Ślimak dotarł wreszcie na granice…dotarł i został porzucony. Kierowca stanowczo odmówił zawiezienia go do Chetumal mimo tego, że taki był pierwotny plan. Problem polegał na tym, że granice Balize od granicy Meksyku dzieli spory kawałek drogi a stamtąd jeszcze kolejny do Chetumal. Szukając pomocy u służb celnych dowiedział się, że jego jedyna opcja to wziąć taksówkę, za którą trzeba było zapłacić małą fortunę. W całym tym nieszczęściu, Ślimak miał jednak szczęście. Na granicy spotkał grupę turystów, w których autokarze znalazło się miejsce dla porzuconego Ślimaka. Płacąc cześć w dolarach Belize i w meksykańskich peso, Ślimak wykupuję sobie podróż do Chetumal, z ok. dwugodzinnym przystankiem na Meksykańskiej granicy. Tam przecież wszyscy mają czas.

Po dotarciu na miejsce okazuje się, że nie ma żadnego autobusy do Playa mimo, że według strony internetowej, autobus odjeżdża co godzinę. Bezsilny Ślimak, wymęczony podróżą i upałem, głodny, spocony i brudny decyduje się na podróż zorganizowanym dla turystów busem do Bacalar, gdzie wcześniej spędził przez pare dni. I tym oto sposobem Ślimak znalazł się w barze znajomego gdzie zjadł pizze. W tamtym momencie, po całym dniu nic nie jedzenia, najlepszą pizze w jego życiu. Umył zęby i wypił zasłużone piwko. Znajomy sprawdził, że autobus do celu jego podróży odjeżdża o 1:30. „Najgorsze już za mną”- pomyślał Ślimak. Nie mógł się bardziej mylić.

Po długim oczekiwaniu na taksówkę, która nigdy nie przyjechała, już na skraju wytrzymania Ślimak wpakował się do innej, pełnej ludzi i po opowiedzeniu w skrócie historii swojej dotychczasowej podróży, dostał podwózkę na „dworzec” gratis. Biegiem do kasy…i tutaj kolejna niespodzianka. Bardzo życzliwy Pan informuje go, że w rzeczywistości autobus wyjeżdża o 2:30!! A na stronie podana jest inna godzina, ponieważ wyżej wymieniony autobus zaczyna trasę w innej strefie czasowej i według tamtej strefy jest 1:30!!! W Meksyku naprawdę jest Meksyk.

To jest właśnie ten moment kiedy po całym dniu w trasie, po wszystkich, niestety przykrych przygodach i przeciwnościach, którym musiał sprostać, Ślimak po raz pierwszy podczas swoich podróży, siada na ziemi, zwiesza głowę i zaczyna płakać…

Ślimak wielokrotnie słyszy od znajomych jak bardzo mu zazdroszczą jego „wakacji”. Mówiąc to, myślą przez pryzmat jego zdjęć. Myślą o tropikalnych plażach, drinkach z palemką, imprezach, pięknej pogodnie i wiecznej opaleniźnie. Co absolutnie jest prawdą 😛 aczkolwiek nie wiedzą ile kosztuje Ślimaka dotarcie do tych miejsc. I nie mowa tutaj o kosztach finansowych. W sytuacjach takich jak w ta w Meksyku, Ślimak odbywa bardzo ważną wędrówkę. W chwilach kiedy zimny prysznic i odmrażana pizza wydaja się być największym luksusem. W chwilach gdy potrzebuje opieki rodziców i jedyne o czym marzy to do nich zadzwonić i poprosić aby zabrali go do domu. W tych chwilach uświadamia sobie, że może płakać ale nie zmieni to jego sytuacji gdyż mama z tata po niego nie przyjadą. Jest sam i, że tylko on jedyny może o siebie zadbać. W tych chwilach odkrywa w sobie siłę i poznaje samego siebie. Ociera łzy i sprawia, że zimny prysznic i mrożona pizza stają się rzeczywistością.

W ostateczności autobus przejeżdża o 3;30 i zawozi Ślimaka do celu. Po 24 godzinnej podróży Ślimak pada na łóżko i przesypia pół dnia. Zasypia silniejszy niż kiedykolwiek przedtem. Przygotowany na kolejne przygodny a te, jeżeli chodzi chociażby o transport go nie opuszczają. Czy to podczas 20 godzinnej podróży gdzie zostaje obrzygany przez małego Meksykanina. Czy to w Gwatemali gdzie w autobusie w jednym rzędzie siedzeń potrafi się ścisnąć sześć osób. W autobusie, gdzie cała przednia szyba jest w kawałkach a kierowca na krętych, górskich dróżkach rozmawiając przez telefon, prowadząc jedną ręka wjeżdża w zakręt po czym musi wycofać bo stary, amerykański autobus szkolny, się w nich nie mieści. Gdzie jego pomocnik trąbi przed każdym zakrętem, żeby jadące z naprzeciwka pojazdy wiedziały, że nadjeżdża. Gdzie głazy spadają na drogę a ostatni pasażerowie jadą na zewnątrz bądź na dachu. W miejscach gdzie rozkład jazdy nie istnieje a nawet jeśli to i tak nikt się do niego nie stosuje. W miejscach gdzie, autobusy przeżyły pokolenia i gdzie naprawdę jest meksyk….

„Przynajmniej podstawia autobus”- pomyślał Ślimak z uśmiecham na ustach i w duszy.

16403144_1356031571083991_5001692768862211002_o


 

January, the airport in Poznań. Fog, snow, and storm outside. Typical winter weather in Poland. Plane to Bristol leaves at 10:15 am. At 10:10 am there is an announcement that because of the weather conditions, plane will fly out from Wrocław, which is about 3 hours drive.

 Imprecations and angry faces, and among of them smiling Snail: “at least there is a transport provided” – thought Snail. And, with Its shell and calmness in Its soul It set off for a little bit longer than a usual journey to England.

 Snail travels cheap. Not only because of the lack of money but mostly because It wants to get to know a country, its people and their culture, not only the interiors of 5 stars hotels and the smell of the taxi. Because of that, the way of transport most often chosen, apart from Its own feet is public transport. About this topic, Snail could write a book. Starting from luxury buses in Israel, through very questionable small buses in Georgia, which literally drop off people in the middle of a highway; and finally to transport in Central America which is a completely different level.

 Until now, Snail remembers when for the first time It used public transport in Costa Rica (which has been the first country in Central America visited by Snail). Cables hanging from the ceiling, springs protruding from dusty seats, open doors while in movement and a chord on both sides of the bus, which works as request signal for stopping. Request stop in a middle of the jungle. The bus crossed the river and there was water getting inside. Bus station had been made from pieces of tin ware. In Costa Rica, Snail hitchhiked and traveled next to machetes, axes, and others dangerous stuff. Between such objects there were hidden spiders the size of a man hand, cockroaches and better not to know what else. Only later It realized that it was truly luxury to travel that way in this part of the world.

 One of the most beautiful places where Snail has ever been it is definitely Caye Caulker. The tiny coral island which belongs to Belize. After few days spent on diving, chilling and enjoying the local culture, Snail decided to go to Playa Del Carmen in Mexico and reunion with friends which It met on Its way. Google maps showed that it should take 9 hours to get to destination… Well, it was definitely one of that journeys worth to tell.

 Complications started the day before. A lot of people confirmed that there is a direct bus from Belize City to Playa Del Carmen. Unfortunately, no one was able to tell at exactly what time it would leave. On the official website, this bus didn’t exist, and its worth to mention that it was a well-known bus line in Mexico. It didn’t discourage Snail, who next day took a boat and said goodbye to the island.

 After arriving, Snail caught a taxi to the bus station, where It was informed that the direct bus to Playa Del Carmen, which according to the official website did not exist, left an hour before. In this way, Snail ended up on a chicken bus. A local bus which was supposed to take It to Chetumal, the Mexican city next to the border.

 All the stops were on request, and there were plenty of requests. Furthermore, every stop was used as a sale market. Men and women entered the bus trying to sell literally everything. Starting from chewing gums through fruits and crisps, ending on lighters. After four hours of riding, the only people left in the bus was Snail and a local couple. After all, this time in one position Snail’s legs hurt a lot so It decided to stretch them on to the next seat. Just in time. Few minutes after, in a place where Its legs had been for most of the trip, parts of the bus blew up. It was caused by the tire which exploded during the drive. Snail changed Its seat happy to still have all limbs and the driver started driving again, obviously without changing the tire, what for!!? In a snail speed and accompanied by all the weird sounds made by the bus, Snail finally got to the border. The border was abandoned. Driver definitely refused to take It to the Chetumal, which was the original plan. The problem was that from Belize border to the Mexican one was quite a long drive and another one to Chetumal. Looking for help with border guards, Snail found out that the only option is to take a taxi, which was obviously super expensive. Luckily for It, in all that bad luck It had some luck. At the border, Snail met a group of tourist in whose bus was a free seat. Paying half in Belizian dollars and rest in Mexican pesos, Snail bought Itself trip to Chetumal… with about two hours stop in the Mexican border. There everyone has a time…

 After arriving at the destination, it turned out that there isn’t any but to Playa Del Carmen, even though, according to the website it leaves every hour. Absolutely powerless Snail, overwrought by the journey and heat, hungry, sweaty and dirty, decided to take a shuttle to Bacalar, where It had spent a few days before. And this is the way how Snail got to It’s friends bar where It ate pizza. At this moment in Its life, after a whole day only on breakfast, it was the best pizza in Snail’s life. Brushed teeth and had a cold beer:) Its friend confirmed that bus to Snail’s destinations leaves at 1:30. “It can be only good now”- thought Snail. Well It couldn’t be more wrong…

 After a way too long waiting for a taxi, which never arrived, Snail jumped out to another one, full of people and after telling Its travel story, It got a free ride to the bus station. Runs to buy a ticket…. and here another surprise. The very polite gentleman informed Snail that in reality this bus leaves at 2:30!! The reason for that was that the place which the bus left from was in an hour difference time zone and according to that time it was 1:30!! Mexico!!

 This is the moment when Snail for a first time during Its travels, after all day moving with all misfortune, simply sat down, put the head down and started to cry…

So many times It hears from colleagues that they jealous about Its “vacations”. Telling that they, unfortunately, think only about tropical beaches, beautiful weather, forever tan and parties. All of that is obviously true 😛 but no one cares how much does it cost Snail to get to all these places. And we don’t talk here about money. In a situation like this one in Mexico. Snail receives a very important lesson. In moments when a cold shower and frozen pizza seems to be the biggest luxury. In moments when It needs Its parents and their protection and everything what Snail thinks about is just to call them and ask to take It home. In these moments Snail realizes that It can cry but it won’t change a situation and Its parents won’t pick Snail up. Snail is alone and only It can take care of Itself. In these monents, Snail gets to know Itself and finds a strength. Dry the tears and makes a cold shower and frozen pizza reality.

Finally, autobus arrived at 3:30 and took Snail to Its destination. After 24h in a journey Snail, finally got to bed and sleep all day. Fall asleep stronger than ever, ready for next adventures. and in terms of transport, Snail has it a way much more. For example when during 20 hours bus journey, some small Mexican boy puked on It. Or in Guatemala where in one row of seats can actually squeeze 6 people. In a bus where all front windscreen is crushed and driver on small, mountain roads talks through the phone, use only one hand to drive and his colleague needs to toot before every curve to inform that it’s coming. Where rocks fall down on the road and where last passengers have a ride outside the bus. On the roof or just simply holding on the sides. In the places where schedule doesn’t exist and even if, no one gives a damn about it. In places where buses have decades…

“at least there is a transport provided” – thought Snail with the smile on Its face and in Its soul.

„Jeśli go nie znałeś nie żałuj, bo przyjaciela straciłbyś jak ja”/ “If you haven’t known him, don’t regret, cause you would lose a friend, like me”

maxresdefault

Dokładnie siedem lat temu, Ślimak otrzymał telefon. Telefon, którego spodziewał się już od jakiegoś czasu i który na zawszę zmienił jego życie. To właśnie w tamtej chwili przyrzekł sobie żyć za dwóch…

Czy może z ręką na sercu powiedzieć, że tak właśnie żyje? Jaką miara to ocenić? Niestety tego Ślimak nie wie, i zapewne nie będzie mu nigdy dane się dowiedzieć. Jedyne czego jest pewien to, że mówi życiu tak. Doświadcza, próbuje i czerpie radość z rzeczy prostych. Zapytany jak się ma, na 99% przypadków odpowie – perfekcyjnie. Jego Przyjaciel nauczył go, żeby doceniać chwilę, żyć nią a wszystko czego w życiu potrzebujemy, to czasami po prostu pójść na ryby. To dzięki niemu Ślimak zrozumiał jakie ma szczęście w życiu. Ma wspaniałą rodzine i przyjaciół, którzy swoim wsparciem dodają mu skrzydeł. Ma dwie ręce i nogi….no i zdrowie…

Tego właśnie zabrakło Przyjacielowi Ślimaka…

Przez ostatnie siedem lat nie ma dnia, kiedy Ślimak nie tęskni, kiedy jego serce nie płacze. Jednak z czasem zrozumiał, że nic nie dzieje się w życiu bez przyczyny. To właśnie tego Przyjaciela Ślimak musiał spotkać na swej drodze i chociaż fizycznie Go już nie ma, Ślimak wie, że nigdy nie podróżuje sam. To właśnie jego Przyjaciel budzi Go w środku nocy i wciąga na czubek góry aby zobaczył, zapierający dech w piersiach, wschód słońca. To właśnie On ciągnie go za rękę za kolejny róg, żeby odkryć coś wspaniałego. To On szepcze mu do ucha „a może jednak wydoić tą krowę”, „to tylko 10 metrów w dół i lodowata woda-skacz!”

Dzisiaj Przyjaciel miałby 29 lat. Kim by był, gdzie by był i co by robił? Nad tym ślimak już przestał się zastanawiać. Na zawsze pozostanie w pamięci Ślimaka jego dziecięca radość z rzeczy małych i chuda sylwetka podśpiewująca pod nosem „ w życiu piękne są tylko chwile”

„Jeśli go nie znałeś nie żałuj, bo przyjaciela straciłbyś jak ja”


 

Exactly seven years ago Snail received the call. It had been expecting this call for some time. The call which changed Its life. At that moment Snail promised to live for two…

Can It honestly say that that’s the way how It lives? Who can judge it? This, unfortunately, Snail is unable to say and probably It will never get to know that. The only thing which Snail is sure about is that It says “yes” to the life. Snail experience, tries and enjoys small things. Asked “how are you?” in 99% gonna say “perfect”. Snail’s Friend taught It to embrace the moment, to live, and also that sometimes everything what we need in life, is just simply go fishing. Thanks to the Friend, Snail understood how lucky It really is. It has got amazing family and friends and with their support Snail can do way much bigger stuff. It has got two hands and legs…and It is healthy…
The last one is the thing which Snail’s friend didn’t have…

During last seven years, there is no day when Snail is not missing Its Friend. But with the time Snail understood that everything is happening for a reason. This particular Friend, Snail had to meet on Its way and although He is not physically here anymore, Snail knows that It never travels solo. The Friend is the one who wakes It up in a middle of the night and pushes It to go to the top of the mountain to see a sunrise. He is the one who takes Snail to the next corner to discover amazing things. He is the one who tells Snail to the ear ” I think you should milk that cow” or ” come one, there are only 10 meters down and super cold water. Jump!!”

Today Friend would be 29 years old. Who would he be? Where would he be and what would he do? Snail stopped to wonder about it. In Snail’s mind, there always will be a picture of Its Friend which small things brought children’s joy. Skinny silhouette singing ” In a life beautiful are only moments”

“If you haven’t known him, don’t regret, cause you would lose a friend, like me”

Bo ten Ślimak zakochany jest w morzu./ This Snail is in love with the sea.

 

Processed with VSCO with g3 preset

 

Już od małego, tata ślimaka zaszczepił w nim miłość do oceanów i tego co w nich żyje. Wiecznie powtarzał, że kiedyś zrobią kurs płetwonurka. Tak więc wychowany w takim przeświadczeniu Ślimak, któregoś dnia rozpoczął takowy kurs. Teoria, testy i ciach do wody. Niestety tylko do basenu gdyż kurs odbywał się w wiecznie słonecznej Anglii.

Ślimak w wodzie czuję się jak by to właśnie tam należał. Totalna ekscytacja, będzie fantastycznie pomyślał….było tragicznie.

Niejednokrotnie zdarza się tak w życiu, że gdy na coś bardzo czekamy, gdy czegoś pragniemy i gdy w końcu tego dokonamy okazuję się, że oczekiwania na głowę biją realia. Zostaje gorzki posmak rozczarowania. Tak też właśnie było z pierwszym nurkowaniem ślimaka. Ograniczone pole manewru i widzenia, brak swobody ruchu, nieznajomość sprzętu powodująca, że nic nie działa tak jak powinno oraz klaustrofobia Ślimaka, spowodowały, że zakończył on swoja pierwsza przygodę z nurkowaniem ze łzami w oczach. To nie dla mnie pomyślał.

Jednak różnorakie doświadczenia z jego życia nauczyły go aby się nie poddawać. Postanowił dać sobie jeszcze jedna szansę bo przecież o marzenia się walczy.

Całkiem przez przypadek Ślimak znalazł się w Bocas del Toro- Panama. I  również, całkiem przez przypadek usłyszał o Bocas Diving Pirates. Ale przecież nic nie dzieje się przez przypadek. To właśnie tam, Ślimak miał ponownie spróbować nurkowania. To tam, dzięki cierpliwości instruktora Ślimak pokonał ataki paniki i totalnie zakochał się w podwodnym świecie. To uczucie spokoju, które towarzyszy nurkowaniu, świadomość , że jesteś tylko gościem, który wprasza się na imprezę , na która nie został zaproszony, aczkolwiek gdy mimo wszystko zostanie zaakceptowany staje się świadkiem rzeczy niewyobrażalnych.

Ślimak wyszedł z wody odmieniony. Został certyfikowanym nurkiem i teraz na każdej wyprawie szuka miejsca do nurkowania. Nurkował w przeróżnych miejscach na ziemi m.in z żółwiami i rekinami, które kiedyś w jego głownie budziły strach, dzisiaj coraz bardziej się w nich zakochuję. Zrozumiał, że to właśnie z wodą chcę złączyć swoje życie , to tam odnajduje natchnienie i spokój. Czas z daleka od morza to czas kiedy jego serce nie zastaje spokoju. Brakuje mu szumu fal.

Ślimak każdego dnia dziękuję losowi za to, że postawił na jego drodze wszystkich tych którzy pomogli mu przezwyciężyć strach i pokazali piękno. To dzięki nim Ślimak odnalazł spokój i sens w swoim życiu. Zrozumiał, że o marzenia warto walczyć, nie ważne jakie by one nie były. Bo piękno tkwi w w pokonywaniu przeszkód i odnajdywaniu siły w sobie.

Tak więc Ślimak wyruszył w drogę spelniania swoich marzeń. Tych małych i tych dużych.


 

Thanks to Its Dad, Snail fell in love with an ocean. He always says that one day they will do scuba diving certifications. Raised in this environment, Snail has decided to begin this course. Theory, tests, and let’s jump to the water. Unfortunately, only to the pool, cause the course has been taken in an always sunny England.

In the water, Snail feels like that is a place where It belongs. Super excited, it will be fantastic, It thought…. it was tragic.

It happens very often that when we really want something, we waiting for it for a very long time and finally manage to achieve it, it turns out that our expectation is way much better than reality. Only sour taste of disappointment. That is exactly what happened with Snail’s first dive. Limited view, lack of freedom of movements, being unfamiliar with equipment, lack of control, and the most important Snail’s claustrophobia. All of that made that Snail finished Its first dive with tears in the eyes. It’s not for me, It thought.

However, experiences of Snail’s life taught Its not to give up that easily. Snail decided to give Itself one more chance. Because we have to fight for our dreams.

By the accident, Snail went to Bocas del Toro in Panama. By the accident, It heard about Bocas Diving Pirates. But nothing happens by the accident. It was exactly The place where Snail had to try diving again. Right over there, thanks to instructor’s patience, Snail defeated panic attacks and absolutely fell in love with an underwater world. The feeling of calm which diving gives, an awareness that you are only a guest, who without invitation enters a party. And when are you lucky enough to be accepted you became a witness to unimaginable things.

Snail left the water changed. It became certified diver and now on every trip looks for a place to dive. Snail discovered an underwater world in a lot of different places, accompanied, for example by turtles, octopuses, and sharks, which, in the past frightened It, now Snail is more and more in love with them. Snail understood that wants to connect Its life with the water. Right over there It finds inspiration and calm. Time away from water is a time when Snail’s heart never gets settled. It misses sounds of the sea.

Every single day, Snail thanks the faith that put on Its way all the amazing people who helped to defeated Snail’s fear and showed beauty. Thanks to them, Snail found peace and meaning of Its life. It Understood that it’s worth to fight for dreams. Beauty is in battles which we have to face on the way and finding the strength in ourselves.

From now one Snail set off for a journey to make Its dreams come true.

W podróż byle gdzie, więc do Gruzji!!/ In a trip to anywhere, so let’s go to Georgia!!

Processed with VSCO with m3 preset

Ślimak już od paru lat nie mieszka w Polsce. Zawsze uważał, że świat jest za wielki i za piękny aby zatrzymać się tylko w jednym miejscu. Od roku mieszka w Barcelonie. Mimo tego, że jest to jego wymarzone miasto, to nie był by Ślimakiem gdyby to go zadowoliło. Od czasu do czasu musi stąd uciec. I mimo, że jest na etapie zbierania funduszy na kolejna wiekszą podróż, to w między czasie zaspokaja swoje pragnienie odkrywania, mniejszymi wyjazdami. Tym razem padło na Gruzję. A stało się to, jak ostatnio Ślimak ma w zwyczaju, przez przypadek.

Tym razem Ślimak zaprosił na wyprawę przyjaciela. Czuł, że potrzebuje u boku bratniej duszy, z którą ostatnimi czasu rozumiał się jak z nikim innym. Potrzebował kogoś kto znał go małego, kogoś komu nie będzie musiał się tłumaczyć z tego kim jest, bo ten ktoś widział przez co Ślimak musiał przejść aby być w tym miejscu, w którym aktualnie się znajduję.

Przyjaciel Ślimaka nie był wybredny co do miejsca podróży, co dało mu wiele możliwości. I tak oto przez Rygę i Wilno padło na Gruzję. Z Polski są bardzo fajne i stosunkowo tanie połączenia do Kutaisi, które absolutnie nie zachwyca. Zaskakuje jednak dużą ilością aut z ubytkami.

Jak najszybciej się dało, Ślimak z przyjacielem opuścili miasto i udali się w barrrrrdzo długą podróż w góry Kaukazu. Biorąc pod uwagę jakimi autami poruszają się Gruzini, stan ich dróg nie powinien być dla nikogo większym zaskoczeniem. Napewno nie sprawiły one żadnego wrażenia dla kierowcy, który jeździł raz to po prawej, raz po lewej stronie. Nie spowodowały zaskoczenia również krowy, które co chwile wyłaniały się za zakrętu. Ulubionym środkiem transportu Ślimaka, jest właśnie ten publiczny. Jest to dla niego sposobem na poczucie danego kraju, wielokrotnie jest to lekcja cierpliwości i wytrwałości, oraz przestaje  On chwilowo narzekać na wiecznie spóźniające się autobusy i pociągi w Polsce.

W Gruzji Ślimak z przyjacielem spędzili tylko 5 dni ale mimo wszystko kraj ten ich totalnie zauroczył. Przepysznym jedzeniem, domowej roboty winem, widokami zapierającymi dech w piersiach ale przede wszystkim fantastycznymi ludźmi. Pomimo różnicy językowej, zarówno Ślimak jak i przyjaciel nie rozmawiają po Rosyjsku( do nadrobienia) a miejscowi nie rozmawiają po angielsku, napotkani ludzie pomagali jak mogli. Czy to kierowca busa, który nie zostawił ich na pastwę wygłodniałego stada taksówkarzy i zawiózł pod hostel. Czy to miejscowy przystojniaczek, który w prawdziwie wyszukany sposób( BMW, zimny łokieć i gruzińskie disko) podwiózł Ślimaka i przyjaciela do innego miasta, żeby mogli złapać autobus w dalszą podróż.

Gruzja jest zdecydowanie warta odwiedzenia. Bardzo tania i łatwa w zwiedzaniu. Rada od Ślimaka, warto zaopatrzyć się w rozmówki rosyjskie. Inaczej tak jak w jego przypadku, zamiast pilnie poszukiwanego kremu z filtrem, Pani zaoferuje krem do depilacji. Zaleca się również uważać na szalonego kierowce busa, który na krętych górskich dróżkach, z zawrotna prędkością wyprzedza inne pojazdy, nie zważając na dziury, krowy oraz innych uczestników ruchy jadących z naprzeciwka. Rozpoznać go można po lecącym z głośników radosnym gruzińskim, rosyjskim bądź hiszpańskim disco. A jak już się na takowego trafi, Ślimak poleca zamknąć oczy i nie patrzeć na drogę. W takim momencie w jakiś magiczny sposób przypominają się wszystkie modlitwy błagalne o przeżycie, nauczone w podstawówce.


 

Since a few years, Snail hasn’t been living in Poland. Always thought that world is too big and too beautiful to live only in one place. Since a year Snail lives in Barcelona and even though it is Its favorite city It wouldn’t be Itself If It wouldn’t escape time to time. At this moment in time, Snail works hard to save money for another big travel but to not get crazy It does some small trips. This time It chose Georgia. And it happened clearly by the accident which was recently very normal for Snail.

This time Snail invited the friend to join It during that trip. Snail felt that It needs Its soul mate who recently understand It better than others. Needed someone who knows It all Its life, who saw what happened to Snail which made It be in the place in life where Snail is now.

Snail friend wasn’t very picky about the destination, which gave It a lot of options. They thought about Ryga and Wilno but they ended up in Georgia. It turned out that from Poland are very good and quite cheap flights to Kutaisi, where is basically nothing to see, only cars with missing parts, or missing half of the car.

As fast as they could, Snail and friend left the city and set off to the Kaukaz mountains. When you think about what kind of cars Georgian people have, conditions of their roads shouldn’t be any bigger surprise. The bus driver was driving once on the left-hand side another time on the right-hand side. He hasn’t even seemed to be bothered by the cows which were on every single corner. Snail favorite way of transport is the public one which gives a possibility to get to know the country a little bit better. Many times it is a lesson of patience and perseverance. For a moment, Snail stops to complain about Polish public transport.

Snail and friend spent in Georgia only 5 days. They were very amazed by the country. Delicious food, handmade vine, incredible views but most of all, amazing people. Despite the language barrier, locals help as much as they could. The bus driver dropped them to the hostel instead leaving with all greedy taxi drivers. The local scally guy who, in a really stylish way (BMW, open windows, and Georgian disco) gave Snail and Friend ride to another city so they could catch the bus for a further journey.

Georgia is definitely worth to see. Super cheap and easy to move around.
Advice from Snail- it is good to have a Georgian or Russian phrasebook. If not it may happen the same what happened to Snail. Instead of very needed sun cream, a lady in a shop offered depilation cream. Another important thing is to be careful with the crazy bus driver who, on a winding mountains roads with a crazy speed overtakes other vehicles, ignoring holes in the road, cows and other cars going from an opposite direction. He can be recognized by the sound of Georgian, Russian or Spanish disco.
If you lucky enough to be on the road with him. Snail strongly recommends to close eyes and just don’t look. In this kind of moment, in some of a magic way, all the prayers learned in a primary school are back to the mind.

Tam Gdzie Ślimak Odnalazł Spokój/ The Place Where Snail Found Peace

IMG_3785

Ślimak od dawna odczuwał potrzebę rozwoju. Pragnął w swoim życiu zdarzeń kreatywnych. Jego małe, zielone serduszko podpowiadało, aby w końcu zrobił coś, by jego marzenia stały się rzeczywistością. Był zagubiony w pędzie dnia codziennego, przez co zapominał o tym, co tak naprawdę jest dla niego ważne. Przyjaciel ślimaka mawiał „gena nie wydłubiesz”, co oznaczało, że  jego marzenia były w nim zbyt głęboko, by mogły odejść. Pewnego ranka jego marzenia obudziły się razem z nimi i już nie odeszły. Wybudzony z letargu ślimak, spakował do swojej skorupki same najpotrzebniejsze rzeczy(18 kg!!) i wyruszył z zamiarem odkrywania i zmieniania świata. Nie wiedział wtedy jeszcze, że największych odkryć i zmian dokona w swoim wnętrzu.

Zafascynowanie Ślimaka do mórz i oceanów oraz hiszpańskiej kultury, przywiodło Go na Kostarykę, gdzie przez 4 tygodnie pracował w organizacji, mającej na celu ochronę żółwi morskich. Miejsce, które przez ten czas stało się jego domem, było prawdziwym rajem na ziemi. To tam Ślimak pierwszy raz ujrzał gwiazdy.

To tam dzień spotyka się z nocą a niebo odbija się w piasku. Pokój dzielił z krabami i karaluchami a woda w kranie była tylko zimna. Wszystkie swoje rzeczy Ślimak musiał prać ręcznie, a jakiekolwiek zakupy mógł robić w sklepie, który znajdował się godzinę drogi pieszo. W swoim domu nie miał zasięgu ani wifi. Miejsce to naprawdę Go zachwyciło, ponieważ znalazł tam coś czego tak bardzo potrzebował – spokój.

Każdej nocy Ślimak patrolował plażę w poszukiwaniu żółwi. Odnajdywał piękno, którego nie znalazłby gdyby, któregoś dnia, nie zdecydował się wyruszyć z domu. Nocą na tych plażach chodziło się po niebie a burze hipnotyzowały swym pięknem. W tych cudownych okolicznościach przyrody, działa się prawdziwa magia. Samice żółwi wychodziły na ląd aby złożyć jaja. Setkę małych, bezbronnych żółwików, o których bezpieczeństwo właśnie musiał zadbać Ślimak. Wraz z kolegami, przenosili jajeczka w bezpieczne, wyznaczone miejsce. Z dala od naturalnych predatorów ale i niestety również ludzi.

Praca w tym miejscu stała się niezapomnianym przeżyciem. Ślimak nauczył się, że nie jest ciężko czynić dobro. Nawet jeżeli jest to mały czyn jest to czyn znaczący oraz zobaczył na własne oczy wpływ człowieka na środowisko. Ślimak zrozumiał, że zmiany musi zacząć od samego siebie.

W dzień, w wolnych chwilach, bujając się na hamaku, czytał książkę, słuchał oceanu a gdy wychodził na plaże był sam…Takiego miejsca potrzebował

Ślimak spędził w tym kawałku raju swoje 25 urodziny. Pomimo tego, że znajdował się tak daleko od domu, od ludzi, których kochał, dostał od życia cudowny prezent- przyjaciół. Wbrew pozorom byli to ludzi zupełnie obcy, którzy mino wszystko sprawili, że ten dzień był dniem wyjątkowym. Jedna z wielu lekcji jakie dostał – dobrzy ludzie są na każdym rogu, trzeba tylko umieć otworzyć dla nich serce.

Oprócz tradycyjnych urodzinowych niespodzianek, natura sprezentowała Ślimakowi coś cudownego. W noc jego urodzin na plaży pojawiła się samica żółwia skórzastego. Największego i zagrożonego wymarciem żółwia morskiego. O więcej ślimak nie mógł prosić.


 

Since a very long time, Snail had a need for advancement. In Its life, wanted creative actions. Its small, green heart was telling It to do something about it. Snail was lost in a normal daily routine, which made It forgot what is really important. A friend of Snail says “you can not ride of your gen” which means that Snail’s dreams are so deep into Its soul that it is impossible for them to go away. One day, Snail woke up and together with It, Its dreams. Since that time they never left It alone.
So Snail packed to his shell only the most necessary stuff (18 kg!!)and left with the intention to discover and changed the world. By then It didn’t know that the biggest discovery and the most important changes It will make in Itself.

Snail’s fascination with the sea and Spanish culture lead It to Costa Rica, where during 4 weeks has been working with the organization which protected sea turtles. During this time, this heaven of the earth become Snail’s home. For a first time in Its life Snail saw stairs.

Snail shared his room with crabs and cockroaches and water in the sink was only cold. All Its clothes It had to wash in hand and to do any grocery It has to walk for about an hour to get to the closest shop. In the house, weren’t any reception or wifi. This place impressed Snail a lot. Finally found what It was looking for- peace.

Every night Snail was patrolling the beach. It found beauty which It wouldn’t be able to discover if It didn’t leave home. During a night on this beaches, you walk on the sky and thunderstorms hypnotize with their beauty. In this amazing scenery, the real magic happens. Females sea turtles cames out to the beach to lay eggs. Hundreds of small, vulnerable, future baby turtles.
Taking care of their safety was Snail job. Together with Its colleagues, Snail carried eggs to the safe, specially selected place, away from naturals predators and unfortunately also away from people.

Work in this place became an unforgettable experience. Snail learned that it is not difficult to do a good thing, even if it is only a small gesture, it still means a lot. Also, have seen for Its own eyes how big influence people have on the environment. Snail understood that the changes It has to start from Itself.

Its free moments, Snail spent in a hammock reading books, listening to the ocean and when It entered the beach It was alone.
This kind of place It needed.

In this piece of heaven, Snail spent Its 25th birthday. Even though It was far from home and far from people who It loves, Snail received an amazing gift. Friends. Strangers who made this day special. It was one of a lot of lessons. Good people are behind every corner, all that we need to do is to open a heart for them

In addition to traditional birthday surprises, Sanil received from the mother nature unique gift. During the night of Its birthday, the leatherback appeared on the beach. The biggest and also very rare sea turtle. Snail couldn’t ask for more.

Jak Powstał Ślimak/ How Snail Has Been Made

15253538_1304293389591143_4341048803004839002_n

Ślimak urodził się 7 sierpnia 1991 w małym polskim miasteczku. I mimo to, że już od najmłodszych lat wolał być ślimakiem niż księżniczką, to swoją skorupkę przywdział ładnych parenaście lat później.

      Rodzice Ślimaka już od najmłodszych lat zasiali w nim ziarenko odkrywcy. Zabierali w przeróżne miejsca, pokazywali, tłumaczyli ale przede wszystkim zainspirowali. To dzięki nim Ślimak któregoś dnia, mimo lęku, spakował swoją zieloną skorupkę i ruszył w pogoń za marzeniami. Z oczami pełnymi nadziei, głową w chmurach i lekkośćią butów, ślimak wyruszył w podróż, z której nigdy nie wróćił.

The Snail was born on 7th August 1991 in a small Polish town. Even though since Its early years It has preferred to be snail instead of a princess, it had taken a lot of years to put Its shell on.
Snail’s parents sowed a discover seed into Its heart. They have taken It to a lot of places, showed and explained many things but most of all, they have given It an inspiration. Thanks to them, one-day, Snail, despite all fear, packed Its green shell and left to chase the dreams. With eyes full of hope, head in the clouds and lightness of shoes. Snail has gone on a journey from which It has never returned.